RSS

Wszystko naraz

27 Paźdź

Czyli dlaczego musicale to ciężka praca

 Obrazek

            Długo się zastanawiałem, co napisać tuż przed premierą. W końcu Wiola Machlar poprosiła mnie, żebym napisał, że wszyscy są padnięci i przez dziesiątki zmian strojów czują się po jednym akcie jak po maratonie. Szybki ogląd twarzy i nastrojów reszty obsady przekonał mnie, że to faktycznie ważny temat.

             W takim razie: moi drodzy, musicale to strasznie, ogromnie, piekielnie ciężka praca! Mam na myśli przede wszystkim granie w nich, ale obsługa techniczna też nie ma lekko – a o ogromie pracy reżysera wolę nawet nie myśleć. Właśnie piszę banały, no nie? Chyba każdy aktor zaczyna opowieść o swojej pracy od stwierdzenia, że tylko się wydaje, że artyści mają lekko, i dzisiaj już każdy to wie. Dlatego właśnie chcę tu wyjść poza ten banał i pokazać, czemu moim zdaniem jest tak ciężko.

             A wydaje mi się, że w musicalu główny problem polega nie na tym, ile pracy trzeba włożyć, ale na tym, jak bardzo jest się zależnym od pracy innych.

 Każdą dużą grupę trudno ogarnąć. W miarę demokratyczne duże grupy ogarnąć jeszcze trudniej, a taki właśnie jest zespół Rozrywki – dyrektor Miłkowski szczyci się tym, że w jego teatrze podział na solistów, zespół wokalny i balet jest rozmyty i na scenie każdy jest ważny. A teraz jeszcze dodajmy do tego techników – oświetleniowców, dźwiękowców, garderobiane… Na dokładkę pamiętajmy, że trzeba ich idealnie zgrać w czasie. Dziennikarz, który za późno odda artykuł opóźni wydanie całej gazety lub straci pracę, ale nie zabroni pisać kolegom. Aktor, który nie powie ważnej kwestii psuje całą, powstającą na żywo strukturę. Tu nie chodzi tylko o to, że wybije innych aktorów z rytmu – słowo, którego zapomniał może być sygnałem do zmiany dekoracji lub wejścia orkiestry, a wtedy jest katastrofa.

             Cóż na to poradzić? Wyszkolić aktorów, żeby nigdy się nie mylili? Było by fajnie, gdyby tak się dało, ale błędy w przedstawieniu nie są tylko ich pomyłkami. Problem polega też na tym, że aktor jest ślepy i głuchy w porównaniu z widzem – światła go oślepiają, a muzyka i śpiew zagłuszają się nawzajem. Nawet mi zdarzyło się nie słyszeć słów reżysera podczas głośniejszych piosenek, a siedzieliśmy jeden za drugim na widowni. Aktorzy nie zawsze słyszą, gdy reżyser coś do nich krzyczy mimo tego, że Michał Znaniecki ma całkiem donośny głos. Nie zawsze natomiast ma działający mikrofon – to kolejna z mnóstwa rzeczy, których trzeba dopilnować na próbach.

             Mikrofon reżysera to oczywiście nie problem aktorów, ale błądzi ten, kto myśli, że tylko oni są odpowiedzialni za przebieg spektaklu. Dźwiękowcy, obsługa świateł, inspicjent czy garderobiane też mogą zrobić coś nie tak. Wystarczy przygotować strój do przebiórki w złym miejscu, a aktor nie pojawia się w swojej scenie. Wystarczy za wcześnie wprowadzić duże dekoracje, a akcja się ucina. Wystarczy zapomnieć o jednym reflektorze, a nie widać niczego…

             Tak sobie pomyślałem, że całkiem niezłą metaforą musicalu może być taka sytuacja: powstaje piętnaście moich kopii i próbują spisać tę relację mając do dyspozycji jedną klawiaturę, przy czym każdy przydziela sobie inne zadanie i napisanie każdego akapitu wymaga współpracy kilku z nas, za każdym razem innych. Dodatkowo zawsze, gdy któryś z nas mówi coś do innego rzucamy monetą i jeżeli wypadnie reszka, niczego nie słyszymy.

             Taka metafora podoba mi się między innymi dlatego, że trudno w niej mówić o naszej winie – po prostu zadanie, które przed nami stoi skazuje nas na przeszkadzanie sobie. Mam wrażenie, że przy próbach do Our House było tak samo, wiele błędów wynikało z tego, że wszystkich zaangażowanych po prostu nie dało się idealnie zgrać. A przynajmniej nie dało się tego zgrać od razu, bo teraz prawie każda scena chodzi jak w zegarku. Doprowadzenie do tego wymagało mnóstwa pracy reżysera, obsady i obsługi i już się nie mogę doczekać, kiedy usłyszę dziś wieczorem zasłużone brawa dla nich. Nawet, jeżeli ten zegarkowy mechanizm w pewnym momencie zawiedzie – zresztą wtedy pewnie ja to zauważę, ale reszta publiczności nie.

Reklamy
 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu Październik 27, 2012 w Uncategorized

 

Tagi: , , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: