RSS

Miejska Legenda

28 Paźdź

Czyli prawie recenzja

Tutaj właśnie jest nasz dom!

            I stało się – premiera już za nami! Wszystko poszło świetnie, choć trudno pisać mi o wrażeniach, skoro bardzo dobrze wiedziałem, czego się spodziewać. I, niestety, siedziałem na gorszym miejscu, niż na próbach generalnych.

             Z tych samych powodów nie śmiałbym napisać recenzji – zwłaszcza, że  w jakimś minimalnym stopniu odpowiadam za najnowsze dziecko Rozrywki. Ale wreszcie mogę napisać, czym dla mnie jest Our House, jak prezentuje się od kilku dni, odkąd zapięliśmy na ostatni guzik światła, dekoracje i kostiumy. Ci, którzy jeszcze nie widzieli spektaklu, lepiej niech tego nie czytają.

             Our House to Miejska Legenda przez duże M i L, londyńska bajka opowiedziana z wielkim rozmachem i bardzo pomysłowo. Scenografia z początku wydawała mi się trochę nijaka, ale gdy pojawiły się światła i kostiumy, zakochałem się w całej inscenizacji i chyba zrozumiałem, jaki zamysł się za nią kryje.

             Our House czerpie ze wszystkiego, czym żyje współczesne miasto. Rozgrywa się na popisanej graffiti stacji metra, która gra też sąd, poprawczak, rozmaite firmy… Czasami akcja przenosi się w miejsca ważne, piękne, bogate – Las Vegas czy biuro dewelopera, ale też rodzinny dom Maxa. Te fragmenty dzieją się w głębi metra jak reklamy puszczane na wielkim ekranie, a z przodu sceny prawie zawsze jest ktoś, kto ogląda ją razem z nami. Zasadniczy cel tego zabiegu jest oczywiście taki, żeby rozdzielić dwie równoległe historie dwóch Maxów, ale ten podział strasznie fajnie pasuje do historii o Mieście – tu szarzy ludzie w szarym metrze, tam American dream na ekranie.

             Genialnie komponują się z tym postaci drugoplanowe. Każda z nich pojawia się kilka razy, w różnych rolach i wyraźnie widać, że to nie jest kilka osób granych przez jednego aktora, a właśnie jedna postać przybierająca różne maski. Jak to w mieście: nie można się za bardzo przywiązywać do jednego zawodu, przecież z każdym rokiem pracę zmienia się coraz częściej. Jednocześnie dzięki temu w Our House są drugoplanowe postaci, ale nie ma drugoplanowych aktorów. Ci, którzy pojawiają się na scenie rzadziej, nadrabiają różnorodnością swoich występów.

             Chyba już się wyjaśniłem z tego, że Miejska, ale właściwie czemu Legenda, a nie po prostu Opowieść? Z kilku względów. Po pierwsze i najważniejsze, fabuła Our House’u jest zupełnie fantastyczna i pozostanie taka, dopóki nauka nie nauczy się rozdwajać ludzi[1]. Do tego dochodzi duch Ojca, który niby tylko komentuje akcję, ale w kilku ważnych momentach zdarza mu się interweniować. W dodatku inscenizacja bywa umowna i bardzo odległa od realizmu. Świat korporacji reprezentują panie z absurdalnym, spiczastym biustem służącym chyba do wykuwania oczu męskim szowinistycznym wieprzom. Żebrak otwiera sobie okienko w środku graffiti, wchodzi przez nie, znajduje tam togę i ubierając ją staje się sędzią. Max składa udawany samochód z kosza na śmieci, krzesła z peronu i świateł, a podczas „jazdy” jego dzieło nagle staje się statkiem z Gwiezdnych Wojen. To nie tylko tworzy świetną całość estetyczną, ale też pasuje do teatru, który przecież zawsze jest choć trochę umowny. Chyba nigdy nie widziałem na scenie lepiej zrobionego miasta.

 To zresztą wydaje mi się atut wszystkich spektakli Znanieckiego – jego Jekyll & Hyde równie pomysłowo wykorzystywał kanoniczne elementy powieści gotyckich, a Producenci – obiegowe wyobrażenia o show-biznesie. Zawsze wszystko jest bardzo plastyczne, bardzo ciekawe i jednocześnie bardzo konsekwentne.

             A wady? Też są, oczywiście – i tak naprawdę już o nich napisałem, nie pisząc nic o fabule. Historia Maxa trąci banałem, a jego rozdwojenie nie prowadzi widzów w głębiny duszy ludzkiej, będąc głównie pretekstem do niemożebnie szybkich przebiórek i innych efektownych niespodzianek. Na szczęście aktorzy nadrabiają jak mogą dzięki historiom, które wymyślili z pomocą reżysera, ale konfrontacja wciąż trwa i niestety scenariusz czasami wygrywa ze swoimi wykonawcami. Mimo tego całość prezentuje się bardzo dobrze.

             W Rozrywce na pewno zdarzały się spektakle głębsze i mądrzejsze, ale dawno nie widziałem gęstszego – bardziej naładowanego akcją, zmianami i smaczkami. Na pewno jeszcze się na niego wybiorę, choćby i dlatego, że nie sposób śledzić na raz gry wszystkich aktorów, a każdy ciągle robi coś ciekawego.

            A jak się Wam podobało?


[1] Chociaż według niektórych teorii jest doskonale realistyczna, bo przy każdej decyzji powstaje tyle nowych światów, ile wyborów można było podjąć – a my po prostu podglądamy dwa z nich.

Reklamy
 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu Październik 28, 2012 w Uncategorized

 

Tagi: , , , ,

One response to “Miejska Legenda

  1. Iwona

    Maj 23, 2013 at 10:26 am

    Spektakl genialny!!!!
    Scenografia, aktorzy, muzyka, kostiumy – wszystko!!!
    Arcydzieło! Mam nadzieję, że spektakl będzie na mojej corocznej liście „Must go” !!! 😉

     

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: