RSS

Milady przybyła!

26 List

Czyli Pia Douwes po raz pierwszy w Polsce

Plakat reklamujący koncert.

Gość w Rozrywce tym razem pojechał w gości do Warszawy – i długo nie zapomni tego, co tam zobaczył. Wczoraj w teatrze Rampa odbył się bowiem absolutnie fenomenalny koncert musicalowy Broadway Street – the Show, zorganizowany przez samego Jakuba Wociala i goszczący sławę większą nawet od legendarnego już Kuby…

Główną gwiazdą wieczoru była Pia Douwes, jedna z najwybitniejszych europejskich aktorek musicalowych – i, prawdę mówiąc, moja ulubiona. Specjalnością Pii są role silnych kobiet, więc uraczyła nas takimi przebojami, jak All the jazz z Chicago, With one look z Sunset Boulevard czy Another one bites the dust. Oglądanie jej na żywo było naprawdę bombastyczne – Pia na scenie jest szalenie magnetyczna i pełna życia, a przy tym po prostu… miła, co czyni ją jeszcze bardziej nieodpartą. Kto nie wierzy, niech popatrzy tu, tu albo tu(tu nawet jest w kostiumie z koncertu). Chociaż oglądanie nagrań to oczywiście nie to samo…

Pia jako Mrs Danvers w Rebece.

Broadwayowskie przeboje to jednak jedynie przedsmak tego, co w Broadway Street było najlepsze. Wraz z Pią w Warszawie pojawiły się bowiem piosenki ze spektakli, które od dwudziestu lat rosną w sławę razem z nią i które trudno sobie bez niej wyobrazić. Mam na myśli drama musicals, wystawiane w całej Europie (i Japonii), arcy-eleganckie i niebanalne musicale Michaela Kunze’a – najsłynniejszego niemieckojęzycznego librecisty. W Polsce znamy i kochamy jego Taniec Wampirów, ale Pia święci triumfy w dwóch innych: Rebece i, przede wszystkim, Elisabeth, w której tytułowa rola 20 lat temu była przepustką do wielkiej kariery i dla niej, i dla Kunze’a. W Warszawie nie mogło obyć się więc bez tytułowej Rebeki, Wenn ich tanzen will, Milady ist zurück z naśladujących styl Kunze’a holenderskich Trzech Muszkieterów oraz, przede wszystkim, Ich gehör nur mir*. Słychać, jakie to cudne piosenki, prawda? Ciekawy tekst, melodia mniej popowa, niż w przeciętnym musicalu, bombastyczna, trochę mroczna i po prostu przepiękna, a do tego cudowna energia Pii – miód na moją duszę.

Pia okazała się też bardzo wdzięcznym obiektem uwielbienia. Reagowała na fanów z wdzięcznością i ciepłem, za to bez choćby śladu gwiazdorstwa. Dać się sfotografować z każdym, kto chciał mieć z nią zdjęcie (a liczba takich ludzi legion), podpisała się wszędzie, gdzie ktoś chciał mieć jej podpis i nawet zamieniła kilka zdań z wszystkimi, którzy chcieli rozmawiać. Mi udało się zapytać ją, czy może kiedyś, na wzór aktorek z japońskiej Takarazuki zagrała by w Elisabeth Śmierć zamiast Sissi. Skończyło się na żartach z tego, że wtedy Sissi grałby Kuba Wocial, ale kto wie – może się jeszcze okaże, że natchnąłem do czegoś gwiazdę?

Sanne Mieloo niestety nie pojawiła się w Rampie pod tą charakteryzacją, ale może kiedyś…

Pia to gwiazda wieczoru, wydarzenie roku i odkrycie dekady (sprzed dwóch dekad – a wciąż świeże i zachwycające!), ale reszta twórców koncertu też pokazała się ze świetnej strony. Pozostali wykonawcy, Florian Soyka i Sanne Mieloo, pokazali klasę i naprawdę czekałem na te ich piosenki, które znałem już z innych koncertów. Tancerki – Natalia Maria Wojciechowska, Ilona Gumowska i inne – też były bardzo dobre i wniosły trochę inscenizacji w koncert, który inscenizacji potrzebuje ja powietrza, bo brakuje mu prawie wszystkiego, co ma musical: scenografii, kostiumów, kontekstu… najlepszą choreografią wieczoru zdecydowanie była ta do Ostatniego Walca z Elisabeth – demoniczna, rwana, świetnie pasująca do piosenki Śmierci. Tak, Ostatniego Walca, a nie po prostu Der letzte Tanz – oprócz wszystkich innych zalet Broadway Street miało także i tą, że było po części przetłumaczone. Katarzyna Kraińska (niektórym znana jako Phea**), współautorka scenariusza stworzyła naprawdę świetny przekład Der letzte Tanz, a także piosenki Come with me z Next to normal i fragmentu Ich gehör nur mir, który Pia heroicznie zaśpiewała po polsku i zebrała za to burzę oklasków. Kasi należą się ogromne brawa za zrobienie czegoś, czego nikt do tej pory w polskim musicalu zrobić nie potrafił (bo powiedzmy sobie szczerze, dobrych tłumaczeń jest jak na lekarstwo) i trzymajmy wszyscy kciuki, by w kolejnych koncertach jej przekładów było jak najwięcej.

Najwięcej braw należy się jednak Kubie Wocialowi, który nie tylko wystąpił i był świetny, ale przede wszystkim zorganizował wszystko, zaprosił Pię, napisał scenariusz, stworzył scenografię… nawet w Rozrywce mi mówili, że zdolna z niego bestia i to się kolejny raz potwierdziło.

Czy jest na co narzekać? Chyba tylko na jeden szczególik – piosenka Die Schatten werden länger miała kiepską scenografię. Przez tiul, za którym śpiewali Kuba z Florianem nic nie było widać, a wyświetlany na nim cmentarz był ni w pięć, ni w dziewięć – tak, tę piosenkę śpiewa Śmierć, ale śpiewa o polityce, zamachu stanu, czasach schodzących na psy. Tu potrzeba nie grobów, tylko map, spisków, parlamentów, demonstracji, dynamitu…

No i mogę narzekać na to, że piosenki z musicali Kunze’a można usłyszeć praktycznie tylko u Kuby. Koncert, jak bombastyczny by nie był, do pięt nie sięga prawdziwej musicalowej inscenizacji i dałbym naprawdę wiele, by Elisabeth, Rebekę czy inny drama musical wystawił któryś teatr na R albo ten najsłynniejszy na B 😉 . Na powrót Tańca wampirów też bym się wcale a wcale nie obraził. Może teraz, kiedy Pia przybyła i tak bardzo się spodobała, coś się w tym temacie ruszy… trzymam za to kciuki i na pewno jeszcze nie raz napiszę tu o austriackich perełkach.

Krótko mówiąc, Was für ein Triumph!


* Pia śpiewała te piosenki po niemiecku, ale musicale Kunze’a mają naprawdę ciekawe teksty i straszna szkoda ich nie rozumieć, więc gdzie się da linkuję do jej angielskich nagrań. Przy Wenn ich tanzen will się nie da, ale znam amatorskie tłumaczenie bardzo uzdolnionych fanów: When I want to dance. Angielskiej Milady nie ma po prostu nigdzie.

** Co należy czytać właśnie Phea, a nie np. Fia. Historia tego pseudonimu jest długa, fajna i – co mnie do dziś dziwi – nie ma nic wspólnego z Pią.

Reklamy
 
22 Komentarze

Opublikował/a w dniu Listopad 26, 2012 w Uncategorized

 

Tagi: , , , ,

22 responses to “Milady przybyła!

  1. LadyMakbet

    Listopad 27, 2012 at 1:14 pm

    Och, gdyby tak w Polsce wystawili „Elisabeth „albo Rebeccę albo chociaż Trzech Muszkieterów.. ^ ale trzeba by bardzo dobre tłumaczenie zrobić 😉 , bo z niemieckiego jest trudniej przełożyć niż z angielskiego. Tłumaczenie Elisabeth posiadam, ale raczej wierne niż piękne ;(

     
    • Planetourist

      Listopad 27, 2012 at 5:02 pm

      Tak, wtedy było by cudownie 🙂 Dlatego agituję za tym, gdzie tylko się da.

      I wcale nie uważam, że z niemieckiego trudniej przełożyć, niż z angielskiego – po prostu mniej osób dość dobrze zna niemiecki. Problemy były by tylko z Muszkieterami, bo ich wypada przełożyć z holenderskiego oryginału 😉

      A w ogóle to muszę kiedyś popełnić notkę o tłumaczeniach musicali, tym, jak moim zdaniem można je robić dobrze (jest kilka metod, na przykład ta Kasi) i czemu dobrze robi się to rzadko. Polskie musicale naprawdę sporo tracą na tym, jak są przekładane, Noc muzykę gra, mr Hyde jest jak księżyc-enigmat a nagrodą będzie zgon…

      PS. masz na myśli dosłowne tłumaczenie, którym podzielił(a?) się w internecie CarpeDiem?

       
  2. LadyMakbet

    Listopad 27, 2012 at 5:25 pm

    Wydaje mi się, że to jest właśnie to tłumaczenie, ale głowy sobie nie dam za to uciąć 😉 Kiedyś jak miałam więcej czasu to zabrałam się ze znajomą za tłumaczenie Muszkieterów, żeby zrobić napisy (ale tłumaczenie z niemieckiego..)
    Zgadzam się z tym, że musicale tracą na przekładzie. Tłumaczeniem, które najbardziej mnie rozbawiło był przekład Notre-Dame de Paris i perełki „Jeśli czegoś tu nie mącę, imię Febus znaczy słońce” „Też wiedzieć chcę, czy on tego chce” i inne rymy częstochowskie 😉
    Ale uważam, że na przykład tłumaczenie Jesus Christ Superstar jest w zasadzie i wierne i piękne 🙂

     
    • Planetourist

      Listopad 27, 2012 at 5:28 pm

      JCHS (tłumaczenie z Rozrywki) całkiem mi się podobało, ale już za słabo je pamiętam, żeby powiedzieć, czy znośne, czy wybitne. Mi z kolei naprawdę dobre wydają się tłumaczenia Olivera i Producentów, zresztą Wyszogrodzki jest naprawdę świetny w lżejszych piosenkach i dziwnie wychodzą mu tylko przekłady tych poważniejszych.

      A najładniejsze tłumaczenie musicalu, jakie znam, to rozrywkowy Cabaret, ale nie jest grany od 10 lat i widziałem go tylko dzięki praktykom, na nagraniu 😦

       
  3. LadyMakbet

    Listopad 27, 2012 at 5:35 pm

    To zazdroszczę obejrzenia rozrywkowego Cabaretu 😉 Tak, Producenci są fajnie przetłumaczeni i jeszcze z aluzjami do teraźniejszości. Jesusa osobiście uwielbiam i już nie liczę ile razy byłam, ale znam ten spektakl na pamięć 🙂 Oliviera niestety nie widziałam ;(
    A co do Jekylla to ogólnie wydaje mi się, że jest trudny do przetłumaczenia, bo Frank Wildhorn ma takie toporne teksty np. Dracula-Das Musical..

     
    • Planetourist

      Listopad 27, 2012 at 5:51 pm

      A mi akurat Draculę tłumaczy się całkiem fajnie, robię to hobbystycznie i for fun. Ale to może dlatego, że tak sobie nisko cenię poezyje Wildhornowych libreccistów, że przekładając ich piosenki nie dbam o dosłowność i staram się napisać fajny tekst mniej-więcej o tym samym. Np. początek refrenu Life after Life/ein Leben mehr zrobiłem tak:

      Zgiń, by znów żyć!
      Nie kładź się w grób i wyjdź na świat!
      Tu jest twój raj!
      Bóg cię już nie chce, lecz ja tak!

      Nie mówię, że to jakoś strasznie wybitne jest, sporo się od tamtego czasu nauczyłem. Ale ten fragmencik pokazuje, jak moim zdaniem trzeba sobie poczynać z Wildhornowymi tekstami – nie trzymać się dosłowności, dbać o efekt. Np. dać same monosylaby, bo dobrze pasują do rytmu i klimatu 🙂

      Dosłowne tłumaczenia Wildhorna kończą się źle. Wydaje mi się, że z J&H jest właśnie ten problem, że Michał Rusinek gdzie się da tłumaczył dosłownie choćby i za cenę melodii (Ty jesteś tylko odbiciem w mym lustrze, gdy zamknę oczy…), a gdy się nie dało odpuszczał i pisał byle co. Oddech płytki, drżą nam łydki.

       
  4. LadyMakbet

    Listopad 27, 2012 at 5:59 pm

    Ja mam właśnie Draculę z napisami zdobytego i tam są dosłowne tłumaczenia, więc miejscami czyta się z przerażeniem i zastanawia co autor miał na myśli 😉
    Widzę, że masz już jakieś doświadczenia z tłumaczeniem ;p ja na razie zgłębiam wiedzę, żeby może kiedyś się przydać jak jakiś teatr zdecyduje się wystawić Elisabeth..Och, byłoby cudownie!

     
  5. Planetourist

    Listopad 27, 2012 at 6:08 pm

    Tak, przetłumaczyć cały musical było by genialnie 😀 Piosenki na koncercie to nie to samo i tylko dlatego nie umarłem byłem z zazdrości względem Kasi 😉

    Moje doświadczenie wynika głównie z tego, że słuchając płyt z musicali kocham śpiewać razem z aktorami, ale robię to dużo gorzej niż oni i wolę śpiewać w innym języku, żeby się bezpośrednio nie porównywać 😉 I czasami prowadzi to do tego, że sam sobie wymyślam polskie słowa… albo angielskie słowa piosenek z Kabaretu Starszych Panów, ale tych za nic nie umiem zrymować 😀

     
  6. LadyMakbet

    Listopad 27, 2012 at 6:20 pm

    A kto kochający musicale nie kocha sobie śpiewać razem z aktorami? 😉
    Ale dopiero na studiach się dowiedziałam jak bardzo kaleczę język naszych sąsiadów zza Odry 😉
    A tak zmieniając temat, widziałeś może kiedyś jakiś musical z udziałem Pii na żywo?

     
  7. Planetourist

    Listopad 27, 2012 at 6:47 pm

    Niestety nie 😦 Poza Polską widziałem w życiu tylko jeden spektakl, a było to Jezioro Łabędzie w Petersburgu – arcyładne, ale niestety zupełnie bez Pii 😉

    Za miesiąc jadę do Wiednia na Elisabeth, no ale oczywiście Pia od dawna w niej nie gra. Może uda mi się wybrać też do Stuttgartu na Rebekę? Zobaczymy. Elcia ma dla mnie priorytet, bo za rok chcę pisać o niej licencjat.

     
  8. LadyMakbet

    Listopad 27, 2012 at 7:03 pm

    Też chciałam się wybrać 😉 Bo teraz właśnie wystawiają, ale niestety bez tzw. Dream Cast ;(
    Licencjat ;D ja o mały włos nie pisałam o Eli prezentacji maturalnej, ale niestety.. dzieła musiały być polskojęzyczne…

     
    • Planetourist

      Listopad 27, 2012 at 7:23 pm

      Tak, żałuję bardzo, że nie będzie nikogo z najsłynniejszych obsad 😦 Na Pię nie nalegam, bo Maya jest moim zdaniem równie fajna na scenie*, ale po prostu fajnie by było zobaczyć kogoś, kto zdążył już obróść legendą 😉 Ze wszystkich aktorów, których zobaczę słyszałem co nieco (bardzo dobrych rzeczy, na szczęście) tylko o Annemieke van Dam.

      No i trochę popsuli libretto w porównaniu ze wcześniejszymi wersjami, ale nad tym aż mi żal się rozwodzić – kto chce się zawieść na Wiedniu, niech kliknie tu:

      Trzeba było napisać do Rozrywki wniosek o wystawienie Elci celem umożliwienia wykorzystania jej w prezentacji 😉

      *Przy innych okazjach nie, bo najlepiej wychodzi jej Nichts, nichts, gar nichts i inne piosenki kiepsko pasujące do koncertów.

       
  9. LadyMakbet

    Listopad 27, 2012 at 7:57 pm

    Faktycznie popsuli.. Ja najbardziej żałuję niejakiego Uwe Krögera, który jest niewątpliwie legendą tegoż musicalu ;D Z tym wnioskiem to byłby niezły pomysł 😉 ale podejrzewam, że musiałabym parę lat dłużej pochodzić do liceum i być kimś bardzo znacznym, a nie przeciętnym człowiekiem 😉
    Ale żywię nadzieję, że może ktoś kiedyś wpadnie na taki pomysł. Nawet po części obmyślałam kiedyś obsadę ;D

     
    • Planetourist

      Listopad 27, 2012 at 8:55 pm

      Tak, zobaczyć Uwe w akcji to by było coś! Ale ja najbardziej żałuję tego, że już nie grają Elci w Miramare – baśniowym zamku pod Triestem, który kochała historyczna Sissi. Zobaczyć Elisabeth tam, w węzłowym punkcie cesarskiej historii, pod gołym niebem… co prawda Śmierć w tamtej wersji grał Thomas Borchert, ale radził sobie naprawdę dobrze mimo zbyt niskiego głosu i aktorsko chyba nie ustępował Uwe.

      Też robiłem w głowie przymiarki Elci do Rozrywki 🙂 Chyba mocno mi weszła do głowy Takarazuka, bo uznałem, że Śmierć powinna grać… Maria Meyer! Grała już tyle silnych kobiet, że doskonale poradzi sobie z kuszeniem podobnej postaci, potrafi wytworzyć fenomenalną aurę chłodu (Przebudzenie!) i świetnie udawać faceta. Wyobrażenie jej sobie jako Sissi też kusi, ale kiedyś ją spytałem, czy czuje się na siłach na rolę idącą przez całe życie postaci niczym Evita i stwierdziła, że głupio by jej było grać nastolatę. Ale możliwe, że to tylko skromność i poradziła by sobie świetnie. Z urody do Czarnego Księcia pasują też Kamil Baron i Marek Chudziński, ale trudno mi ocenić, czy odegrali by go fajnie.

      Świetną Sissi mogła by być też Wiola Białk, a Sebastiana Ziomka wspólnie z Kasią wytypowaliśmy kiedyś na Rudolfa. No i byłbym niepocieszony, gdyby jako Lucheni wydzierał się ktoś inny, niż Janusz Radek 😀

       
  10. LadyMakbet

    Listopad 27, 2012 at 9:24 pm

    Hej, mam praktycznie takie same typy ;p Chociaż jak dla mnie jednak Śmierć powinien grać mężczyzna. Tak jakoś mi się ten wizerunek utrwalił. Myślałam o Marku Chudzińskim jako o Śmierci, Wioletta Białk na Sissi zdecydowanie, myślałam jeszcze o Edycie Krzemień, ale wydaje się być zbyt delikatna do tej roli (bo Sissi to jednak twarda kobieta była) Jako Lucheniego nie wyobrażam sobie nikogo innego jak Janusza Radka ❤
    Kamil Baron też by pasował na Rudolfa. Ostatnio zaczęłam się zastanawiać nad Kamilem Franczakiem jako Todem, bo wizualnie wpisuje się w konwencję, ale chyba ma za radosne usposobienie. Maria Meyer mogłaby zagrać Marię Teresę to też taka zdystansowana i chłodna postać.Pozostaje kwestia Franza Josepha ;D

    Tak Thomas zdecydowanie poradził sobie jako Śmierć, ale wolę go jako Lucheniego albo Jekylla 😉

     
  11. Planetourist

    Listopad 27, 2012 at 9:52 pm

    Kamil jako Tod mógłby być naprawdę ciekawy, bo przecież Śmierć nie musi być taki bardzobardzo groźny – śmierć-słodziak jest jeszcze straszniejszy, bo to mroczna myśl, że śmierć może być fajna. Gdyby tylko zachował spokój… 😉

    Śmierć Śmiercią, ale Franio musi przede wszystkim zagrać tytułową rolę w austriackim Mozarcie, obowiązkowo w swoim codziennym irokezie!

    Sam nie wiem, czemu nie napisałem o Meyer jako o arcyksiężnej (ona nazywa się Zofia, nie Maria, ale o to mniejsza) – chyba po prostu za bardzo chcę ją częściej widzieć w głównych rolach i nie mam serca przydzielać ją nawet do tych drugoplanowych, do których świetnie pasuje. Kocham wyobrażać ją sobie jako mrs Danvers w Rebece 🙂

     
  12. LadyMakbet

    Listopad 28, 2012 at 2:28 pm

    Faktycznie Zofia-mój błąd 😉 jakoś tak jej absolutyzm pomylił mi się z Marią Teresą. Taaak Franio na Mozarta!
    Ja bym chętnie widziała Marię Meyer jako Milady 😉 i ogólnie bardzo żałuję, że nie było mi dane obejrzeć Evity ;( to musiała być genialna rola

     
    • Planetourist

      Listopad 28, 2012 at 8:43 pm

      Meyer długo mi opowiadała o Evicie, kiedy napomknąłem, że jest w świecie jeszcze jeden genialny musical o całym życiu wielkiej kobiety 🙂 I tak, nawet sama historia o zmaganiu się z prześpiewanym życiorysem brzmiała fascynująco.

       
  13. LadyMakbet

    Listopad 28, 2012 at 9:09 pm

    Ostatnio była w Krakowie w PWST z koncertem na 20-lecie śmierci Marleny Dietrich 😉

     
    • Planetourist

      Listopad 28, 2012 at 9:16 pm

      Świetnie, niech jeździ, podoba się i rośnie w sławę 🙂

      A ja wykorzystałem naszą rozmowę, żeby podlinkować Franiowi Wie wird man seinen Schatten los. Ciekawe, jak mu się uwidzi…

       
  14. LadyMakbet

    Listopad 28, 2012 at 9:19 pm

    Pewnie! Niech Krakusy wiedzą co dobre 😉
    To jest jedna z fajniejszych piosenek z tego musicalu

     
    • Planetourist

      Listopad 28, 2012 at 9:32 pm

      Owszem 🙂 I to musi genialnie wyglądać, kiedy na końcu powtarza ją chór…

       

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: